Dlaczego Pogoń? Jak rodziła się powojenna tożsamość Dumy Pomorza? Opowiada o tym Teodor Jabłonowski, pierwszy wychowanek Pogoni Szczecin.
W środę, 15 kwietnia, Stadion im. Floriana Krygiera w Szczecinie odwiedził Teodor Jabłonowski, jedna z najbardziej symbolicznych postaci w historii szczecińskiej piłki, uznawany za pierwszego wychowanka Dumy Pomorza. Były zawodnik Pogoni urodził się 12 maja 1936 roku w Mławie. Do Szczecina przyjechał w 1946 roku.
- Mogłem z perspektywy zawodnika obserwować, jak rodził się klub. W 1948 roku miałem 12 lat, gdy doszło do jego oficjalnego powstania - wspominał Jabłonowski na oficjalnej stronie Pogoni, podkreślając, że początki szczecińskiej piłki były pełne chaosu organizacyjnego, ale też ogromnej pasji.
- Gdy zaczynałem, to klub nazywał się „Kolejarz numer 195 przy Zarządzie Portu Szczecin”. A wcześniej był „Sztorm”. Trochę wtedy się wszyscy błąkaliśmy, zastanawialiśmy się, pod czyją egidą będziemy grać i rozwijać drużynę - mówił.
Jednym z kluczowych wątków spotkania była historia nazwy „Pogoń”. Jak wyjaśniał Jabłonowski, nie była ona przypadkowa, miała głębokie historyczne i symboliczne korzenie, sięgające tradycji przedwojennej.
- To była inicjatywa szczecińskich Lwowiaków. Trzeba tu wymienić trenerów Zygmunta „Muchę” Czyżewskiego, Zbigniewa Ryziewicza oraz Stanisława Osełkę. Pan Czyżewski pochodził ze Lwowa, z którego przeniósł się do Wrocławia, a następnie osiadł w Szczecinie. On wraz z trenerem Ryziewiczem i trenerem Osełką, który pracował wówczas w Arkonii Szczecin, mocno zabiegał o to, by szczeciński klub stał się Pogonią. Wcześniej we Lwowie funkcjonowała Pogoń Lwów - podkreślał.
W jego relacji szczególne znaczenie miała rola środowiska trenerów.
- Miałem w swoim gronie wielu kolegów bokserów. Mówiąc szczerze, sportowcom to w zasadzie było obojętne, pod jaką egidą będą grać. Na nadaniu klubowi odpowiedniej tożsamości zależało przede wszystkim pracującym w nim wówczas trenerom. Przed wojną polskim, silnym klubem była Pogoń Lwów. Po wojnie zamieszkali tutaj Lwowiacy chcieli przenieść jego tradycje na nasze zachodnie rubieże. Byli w tym gronie też trenerzy z sekcji bokserskiej, jak chociażby trener Tadeusz Jagodziński. W późniejszym czasie na rzecz powstania klubu działali również Bronisław Skobel i Lucjan Kosobucki. No i fajnie, że to się tak potoczyło. Klub funkcjonuje już od wielu lat, za dwa lata będzie obchodził 80.urodziny - mówił Jabłonowski.
Były piłkarz wspominał również realia tamtych lat, dalekie od dzisiejszego profesjonalnego futbolu.
- Dziś trudno mi jest to nawet opisać. Wszyscy w zespole byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Tworzyliśmy kolektyw na boisku i poza nim. Nie mieliśmy takich warunków do pracy jak współcześni zawodnicy, nie zarabialiśmy też takich pieniędzy. W ogóle na to jednak nie narzekaliśmy. Początkowo musieliśmy łączyć grę w piłkę z pracą zawodową. Dopiero gdy awansowaliśmy do drugiej, a potem do pierwszej ligi, to mieliśmy w klubie etaty. Nie było jednak z nich żadnych kokosów, zarabialiśmy mało w porównaniu do dzisiejszych czasów, choć jak na tamte czasy były to pieniądze przyzwoite - zaznaczył.
Jabłonowski w barwach Pogoni rozegrał 127 spotkań w I i II lidze, a karierę zakończył w 1965 roku w wieku 29 lat.

